Mrok. I to gęsty. A z tego mroku wyłania się najcięższe, najbardziej "
czadowe" dzieło w dyskografii
O.N.A. I kto wie czy nie najlepsze. Napięta atmosfera, sporo elektroniki w przeróżnej postaci i ogromnie dużo ciężaru, przede wszystkim w stylu nu tone - tak najkrócej można scharakteryzować nową płytę zespołu. No właśnie: nu tone i elektronika.
O.N.A. wyraźnie chce, żebym słuchał tego, za czym (delikatnie rzecz ujmując) nigdy nie przepadałem. Rzecz w tym, że w dużym stopniu
Chylińskiej i spółce sztuka ta się udaje. Za "
Mrokiem" przemawia przede wszystkim spójność materiału i klarowna myśl, jaka musiała przyświecać muzykom przy komponowaniu i nagrywaniu albumu. Nie wiem na ile świadomie, na ile zaś instynktownie,
O.N.A.. udało się jednak wydobyć z królującej dziś w światowym ciężkim rocku stylistyki możliwie dużo tego, co jest w niej dobrego, jednocześnie w miarę skutecznie unikając tego, co w niej kompletnie bezwartościowe. Dzięki temu zawartość płyty, mimo iż zdecydowanie czerpiące z nu tone, nie kojarzy się na szczęście z okrzykami z gatunku "******". Innym atutem krążka jest nastrój, odpowiednio wyrażony przez sam już tytuł albumu. Jest więc mrok, jest niepokój, jest gniew i wściekłość. Przyznam szczerze, agresja tak skomasowana, jak w niemal deathmetalowym finale "
Szpetotu", w "
Krzyku przed spaleniem" (pewnych fragmentach tego utworu moje uszy wychwytują w tle coś na kształt growlingu) czy też właściwie w większości innych kawałków mocno mnie przy pierwszym wysłuchaniu zaskoczyła - chyba pozytywnie. Z wszystkim tym udanie komponują się bardzo dobre tym razem - i równie jak muzyka mocne - teksty. Niezdrowa miłość oraz śmierć to dominujące na "
Mroku" tematy. Mniam. Krążek uzupełniają nieco spokojniejsze utwory: "
Wszystko to co ja", promująca album w mediach "
Niekochana" i tytułowy "
Mrok". Jednak również ta trójka wpisuje się w ogólnego ducha płyty. Autor:
Rafał "Negrin" Lisowski Poczytaj dalej jak to zrobić...